Szkoła nie uczy przedsiębiorczości. Czego młodzi ludzie powinni nauczyć się o pieniądzach, zanim założą pierwszą firmę?

Założenie firmy często zaczyna się od pomysłu.

Ktoś zauważa problem, którego nie rozwiązuje konkurencja. Ktoś inny potrafi zrobić coś szybciej, taniej albo lepiej. Jeszcze ktoś chce wykorzystać wiedzę zdobytą w pracy i stworzyć własną markę.

Problem pojawia się później.

Okazuje się, że dobry produkt nie wystarczy.

Trzeba zdobyć klienta, wystawić fakturę, zapłacić podatki, kontrolować koszty, negocjować z kontrahentami, pilnować płatności i przede wszystkim wiedzieć, czy firma rzeczywiście zarabia.

I właśnie tutaj wielu początkujących przedsiębiorców zderza się z rzeczywistością.

Szkoła może nauczyć matematyki, języka polskiego czy podstaw ekonomii. Znacznie rzadziej uczy jednak tego, jak policzyć marżę konkretnego produktu, ocenić opłacalność kredytu, przygotować prosty budżet firmy albo rozpoznać moment, w którym wysoki obrót nie oznacza jeszcze wysokiego zysku.

Tymczasem podstawowa wiedza finansowa może zdecydować o tym, czy pierwszy biznes będzie początkiem długiej przedsiębiorczej kariery, czy kosztowną lekcją.

Przedsiębiorczość zaczyna się od rozumienia pieniędzy

Młody człowiek, który chce prowadzić firmę, nie musi być księgowym.

Nie musi również znać wszystkich przepisów podatkowych na pamięć.

Powinien jednak rozumieć podstawowe pojęcia.

Przychód.

Koszt.

Dochód.

Marża.

Zysk.

Płynność.

Podatek.

Kapitał.

Zobowiązanie.

To pozornie proste słowa, ale ich błędne rozumienie może prowadzić do bardzo drogich decyzji.

Przedsiębiorca może mieć 100 tys. zł przychodu i jednocześnie tracić pieniądze.

Może mieć 50 tys. zł na koncie, ale być w trudnej sytuacji finansowej.

Może sprzedać produkt za 100 zł i zarobić na nim 5 zł.

Może również sprzedać go za 80 zł i zarobić więcej, jeżeli jego koszty są odpowiednio niższe.

Bez rozumienia ekonomii własnego biznesu trudno podejmować racjonalne decyzje.

Obrót to nie zysk

To jedna z pierwszych rzeczy, które powinien zrozumieć przyszły przedsiębiorca.

Jeżeli firma sprzedała produkty za 200 tys. zł, nie oznacza to, że właściciel zarobił 200 tys. zł.

Trzeba odjąć koszty.

Zakup towaru.

Wynagrodzenia.

Marketing.

Transport.

Czynsz.

Oprogramowanie.

Podatki.

Usługi zewnętrzne.

Finansowanie.

Dopiero po uwzględnieniu kosztów można mówić o wyniku finansowym.

Dlatego przedsiębiorca powinien przestać myśleć wyłącznie o sprzedaży.

Powinien myśleć o rentowności.

Przykład, który pokazuje różnicę

Załóżmy, że młody przedsiębiorca prowadzi sklep internetowy.

W ciągu miesiąca sprzedaje produkty za 100 tys. zł.

Brzmi imponująco.

Ale koszt zakupu towaru wynosi 65 tys. zł.

Marketing kosztuje 10 tys. zł.

Magazyn i logistyka pochłaniają 8 tys. zł.

Oprogramowanie i inne usługi kosztują 5 tys. zł.

Pozostaje 12 tys. zł przed uwzględnieniem pozostałych obciążeń.

Firma wygenerowała więc 100 tys. zł sprzedaży, ale jej sytuacja jest zupełnie inna niż sugerowałaby sama wartość przychodu.

To podstawowa lekcja finansów biznesu.

Marża może uratować albo pogrążyć firmę

Marża pokazuje, ile zostaje przedsiębiorcy po uwzględnieniu określonych kosztów związanych ze sprzedażą produktu lub usługi.

Jeżeli produkt kosztuje firmę 70 zł, a jest sprzedawany za 100 zł, różnica wynosi 30 zł.

Ale te 30 zł nie jest automatycznie czystym zyskiem.

Firma musi jeszcze pokryć inne koszty działalności.

Dlatego przedsiębiorca powinien wiedzieć, ile rzeczywiście zarabia na każdej transakcji.

Im wcześniej nauczy się tej zasady, tym mniejsze ryzyko podejmowania decyzji na podstawie pozornie atrakcyjnych wyników sprzedaży.

Płynność może być ważniejsza niż zysk

To jedna z najbardziej zaskakujących lekcji dla początkujących przedsiębiorców.

Firma może być rentowna na papierze i jednocześnie nie mieć pieniędzy na koncie.

Jak to możliwe?

Wyobraźmy sobie przedsiębiorstwo, które wystawia klientowi fakturę na 100 tys. zł z terminem płatności 60 dni.

Firma ma więc przychód.

Ale pieniędzy jeszcze nie otrzymała.

W międzyczasie musi zapłacić pracownikom, dostawcom, czynsz i podatki.

Jeżeli nie posiada wystarczającej rezerwy gotówki, może pojawić się problem.

Dlatego przedsiębiorca powinien rozumieć różnicę pomiędzy:

zyskiem a gotówką.

To jedna z podstawowych zasad finansowania biznesu.

Dlaczego opóźniona płatność klienta może być problemem?

Duża firma może przetrwać oczekiwanie na pieniądze.

Mały przedsiębiorca często nie ma takiego komfortu.

Jeżeli wystawi kilka faktur z terminem 60 dni, a jednocześnie sam musi zapłacić dostawcom w ciągu 14 dni, finansuje działalność swoich klientów.

To może prowadzić do problemów z płynnością.

Dlatego przed podpisaniem dużego kontraktu warto sprawdzić nie tylko:

„Ile na tym zarobię?”

ale również:

„Kiedy dostanę pieniądze?”

Budżet nie jest tylko narzędziem dla korporacji

Początkujący przedsiębiorca może prowadzić bardzo prosty budżet.

Wystarczy tabela zawierająca:

przychody,

koszty stałe,

koszty zmienne,

podatki,

wynagrodzenia,

zobowiązania,

gotówkę,

planowane inwestycje.

Nie trzeba od razu wdrażać skomplikowanego systemu finansowego.

Najważniejsza jest regularność.

Jeżeli właściciel firmy raz w miesiącu sprawdza sytuację finansową, może znacznie wcześniej zauważyć niepokojące trendy.

Koszty stałe potrafią być pułapką

Młody przedsiębiorca często koncentruje się na przychodach.

Jeżeli firma zaczyna zarabiać, pojawia się pokusa zwiększania wydatków.

Większe biuro.

Droższy samochód.

Nowe oprogramowanie.

Dodatkowy pracownik.

Droższy sprzęt.

Problem polega na tym, że koszt stały pozostaje również wtedy, gdy przychody spadają.

Jeżeli firma zwiększy miesięczne koszty o 20 tys. zł, musi wygenerować dodatkową sprzedaż nawet wtedy, gdy rynek znajduje się w słabszej kondycji.

Dlatego rozwój kosztów stałych powinien następować ostrożnie.

Nie każdy wydatek jest inwestycją

Przedsiębiorcy często używają słowa „inwestycja” do opisania każdego większego zakupu.

Nowy samochód?

Inwestycja.

Nowy komputer?

Inwestycja.

Remont biura?

Inwestycja.

Wyjazd?

Inwestycja.

Tymczasem inwestycja powinna zwiększać przyszłą wartość lub możliwości firmy.

Jeżeli nowy sprzęt pozwala obsługiwać więcej klientów, może być inwestycją.

Jeżeli samochód jest potrzebny do realizacji usług, również może mieć uzasadnienie.

Jeżeli jednak przedsiębiorca kupuje drogie wyposażenie wyłącznie dlatego, że firma miała dobry miesiąc, niekoniecznie jest to inwestycja.

Kredyt nie jest darmowym kapitałem

Dostęp do finansowania może przyspieszyć rozwój.

Kredyt może pozwolić kupić sprzęt, zatowarować magazyn lub uruchomić nowy oddział.

Ale pożyczone pieniądze trzeba zwrócić.

Do tego dochodzą odsetki i inne koszty.

Przedsiębiorca powinien więc wiedzieć, jaka jest rzeczywista cena kapitału.

Nie wystarczy spojrzeć na miesięczną ratę.

Trzeba sprawdzić całkowity koszt finansowania.

Dlaczego rata potrafi zamaskować rzeczywisty koszt?

To mechanizm wykorzystywany nie tylko w biznesie.

Jeżeli coś kosztuje 100 tys. zł, kwota może wyglądać bardzo wysoko.

Jeżeli sprzedawca pokaże:

„tylko 1899 zł miesięcznie”,

zakup zaczyna wydawać się łatwiejszy.

Problem polega na tym, że rata nie pokazuje całego kosztu.

Dlatego przedsiębiorca powinien zawsze znać:

kwotę finansowania,

oprocentowanie,

prowizje,

liczbę rat,

całkowitą kwotę do zapłaty.

To podstawowa wiedza, którą warto zdobyć jeszcze przed założeniem pierwszej firmy.

Podatki nie są kosztem, którego można ignorować

Początkujący przedsiębiorcy często traktują podatki jako coś, o czym pomyślą później.

To błąd.

Podatek jest elementem modelu biznesowego.

Przedsiębiorca powinien rozumieć, jakie zobowiązania podatkowe mogą wynikać z jego działalności i jak wpływają na cenę produktu oraz marżę.

Nie musi samodzielnie prowadzić księgowości.

Powinien jednak wiedzieć, co dzieje się z pieniędzmi firmy.

Dobry księgowy może pomóc.

Nie zastąpi jednak właściciela w podejmowaniu decyzji biznesowych.

Księgowy nie może być finansowym autopilotem

To częsty błąd początkujących przedsiębiorców.

„Mam księgową, więc nie muszę znać podatków”.

Oczywiście profesjonalny księgowy jest bardzo ważnym wsparciem.

Ale przedsiębiorca nadal powinien rozumieć podstawy.

To właściciel podejmuje decyzję o cenie.

To właściciel podpisuje umowę.

To właściciel zatrudnia pracownika.

To właściciel bierze na siebie ryzyko.

Księgowy może powiedzieć, jakie są konsekwencje podatkowe.

Nie powinien natomiast podejmować za przedsiębiorcę decyzji biznesowych.

Cena produktu nie może być ustalana „na oko”

Jednym z najczęstszych błędów początkujących firm jest kopiowanie cen konkurencji.

„Konkurencja sprzedaje za 199 zł, więc my też”.

Problem w tym, że konkurent może mieć zupełnie inną strukturę kosztów.

Może kupować taniej.

Może mieć większy wolumen.

Może mieć niższe koszty marketingu.

Może posiadać własny magazyn.

Może działać na innej marży.

Cena powinna wynikać z ekonomii własnego biznesu.

Koszt pozyskania klienta

W nowoczesnym biznesie ważne jest jeszcze jedno pojęcie.

CAC, czyli Customer Acquisition Cost.

To koszt pozyskania klienta.

Jeżeli firma wydaje 10 tys. zł na reklamę i zdobywa dzięki temu 100 nowych klientów, średni koszt pozyskania wynosi 100 zł.

Ale czy klient jest wart więcej niż 100 zł?

To kolejne pytanie.

Jeżeli kupuje raz za 120 zł, biznes może być nieopłacalny.

Jeżeli wraca przez trzy lata i zostawia łącznie 2000 zł, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Wartość klienta w czasie

To pojęcie jest szczególnie ważne dla firm działających w internecie.

Customer Lifetime Value pokazuje, ile klient może wygenerować przychodu w całym okresie relacji z firmą.

Przedsiębiorca powinien więc myśleć nie tylko:

„Ile zarobiłem na pierwszym zakupie?”

ale:

„Ile może być wart ten klient w przyszłości?”

To zmienia sposób myślenia o marketingu.

Czasami można zaakceptować wyższy koszt pierwszego zakupu, jeżeli klient ma duże prawdopodobieństwo ponownych zakupów.

Marketing też trzeba liczyć

Początkujący przedsiębiorca może być zachwycony kampanią, która wygenerowała dużo kliknięć.

Ale kliknięcia nie płacą faktur.

Liczą się:

sprzedaż,

marża,

koszt pozyskania klienta,

wartość klienta,

zwrot z reklamy.

Kampania może wygenerować 100 tys. wyświetleń i prawie żadnej sprzedaży.

Może również mieć niewielki zasięg, ale przynieść bardzo wartościowych klientów.

Dlatego marketing powinien być analizowany przez pryzmat biznesu, a nie tylko statystyk z platformy reklamowej.

Umiejętność negocjacji może być warta więcej niż kolejny kurs

Przedsiębiorca negocjuje praktycznie wszystko.

Ceny z dostawcami.

Warunki najmu.

Umowy.

Terminy płatności.

Wynagrodzenia.

Kontrakty z klientami.

Zakup sprzętu.

Lepsze warunki jednej umowy mogą przynieść firmie więcej pieniędzy niż wiele godzin spędzonych na szukaniu nowych klientów.

Dlatego negocjacje powinny być częścią edukacji przedsiębiorczej.

Umowa może kosztować więcej niż produkt

Początkujący właściciel firmy może skupić się na cenie.

„Dostawca oferuje produkt za 50 zł”.

Tymczasem w umowie może znajdować się:

minimalna wielkość zamówienia,

długi okres wypowiedzenia,

kary,

opłaty dodatkowe,

automatyczne przedłużenie,

ograniczenia terytorialne.

Dlatego przedsiębiorca powinien nauczyć się czytać umowy.

Nie musi znać całego prawa.

Powinien jednak umieć zauważyć potencjalnie istotne zobowiązania i w razie potrzeby skonsultować dokument z prawnikiem.

Najważniejszym aktywem firmy nie zawsze jest produkt

Początkujący przedsiębiorca często koncentruje się na tym, co sprzedaje.

Tymczasem wartością firmy mogą być również:

marka,

klienci,

dane,

procesy,

technologia,

relacje z dostawcami,

reputacja.

Jeżeli firma posiada 10 tys. lojalnych klientów, jej wartość może być znacznie większa niż wartość samego magazynu.

Dlatego budowanie biznesu powinno oznaczać również budowanie aktywów, które pozostają w firmie.

Marka może zmniejszać presję cenową

Jeżeli klient nie widzi różnicy pomiędzy dwoma firmami, często wybiera tańszą.

Jeżeli jednak jedna marka cieszy się reputacją jakości, klient może zaakceptować wyższą cenę.

To właśnie dlatego branding jest elementem finansów.

Silna marka może pozwolić firmie utrzymywać wyższą marżę.

Nie jest więc wyłącznie kwestią wyglądu logo czy strony internetowej.

Przedsiębiorca powinien znać próg rentowności

Próg rentowności pokazuje, przy jakim poziomie sprzedaży firma zaczyna pokrywać swoje koszty.

Załóżmy, że miesięczne koszty stałe firmy wynoszą 20 tys. zł.

Średnia marża na sprzedaży wynosi 40%.

Firma musi wygenerować odpowiedni poziom sprzedaży, aby pokryć koszty stałe.

Dopiero powyżej określonego poziomu zaczyna generować wynik operacyjny.

To bardzo proste narzędzie, ale pozwala odpowiedzieć na ważne pytanie:

Ile muszę sprzedać, żeby wyjść na zero?

Każdy początkujący przedsiębiorca powinien znać odpowiedź.

Co jeżeli sprzedaż spadnie o 30%?

Biznes planowany wyłącznie na dobry scenariusz jest bardzo ryzykowny.

Przedsiębiorca powinien przygotować kilka wariantów.

Optymistyczny.

Realistyczny.

Pesymistyczny.

Co się stanie, jeśli sprzedaż spadnie o 10%?

A jeśli spadnie o 30%?

Czy firma nadal będzie w stanie płacić pracownikom?

Czy starczy pieniędzy na podatki?

Czy można ograniczyć koszty?

Czy istnieje rezerwa?

Takie pytania mogą uratować firmę w czasie kryzysu.

Poduszka finansowa dotyczy również przedsiębiorstwa

Osoba prywatna powinna posiadać rezerwę finansową.

Firma również.

Nie musi to być ogromna kwota.

Powinna jednak zapewniać możliwość funkcjonowania w okresie przejściowym.

Klient może opóźnić płatność.

Sprzedaż może spaść.

Sprzęt może się zepsuć.

Może pojawić się nieprzewidziany wydatek.

Brak rezerwy powoduje, że każdy problem staje się kryzysem.

Oddziel pieniądze firmy od prywatnych

To jedna z podstawowych zasad.

Jeżeli przedsiębiorca miesza wszystkie pieniądze, trudno mu ocenić, jak działa firma.

Osobne konto biznesowe i jasne zasady wypłat pomagają kontrolować sytuację.

Właściciel powinien wiedzieć:

ile firma zarobiła,

ile kosztowała,

ile pieniędzy można bezpiecznie wypłacić,

ile trzeba zostawić na zobowiązania.

To wydaje się oczywiste, ale początkujące firmy często mają problem z rozdzieleniem finansów osobistych i firmowych.

Największa pułapka: firma zarabia, więc właściciel zaczyna wydawać

Pierwsze dobre miesiące mogą być niebezpieczne.

Firma zaczyna przynosić pieniądze.

Właściciel kupuje droższy samochód.

Zwiększa wydatki.

Podnosi standard życia.

Zatrudnia ludzi.

Wszystko wygląda dobrze.

A potem przychodzi słabszy kwartał.

Koszty zostały.

Przychody spadły.

Pojawia się problem.

Dlatego styl życia przedsiębiorcy powinien rosnąć wolniej niż jego najlepsze wyniki finansowe.

Nie każdy klient jest dobrym klientem

Przychód nie zawsze oznacza wartość.

Klient może generować wysoką sprzedaż, ale wymagać ogromnej ilości pracy.

Może spóźniać się z płatnościami.

Może składać ciągłe reklamacje.

Może negocjować każdą złotówkę.

Może powodować wysokie koszty obsługi.

W efekcie bardzo duży klient może być mniej opłacalny niż kilku mniejszych.

Dlatego przedsiębiorca powinien analizować rentowność klientów, a nie tylko wartość sprzedaży.

Czas też jest kosztem

To jedna z najważniejszych lekcji przedsiębiorczości.

Jeżeli właściciel firmy spędza trzy godziny na obsłudze klienta, to również jest koszt.

Nawet jeśli nie wypłaca sobie za te godziny wynagrodzenia.

Jego czas mógłby zostać wykorzystany na sprzedaż, rozwój produktu albo zarządzanie.

Dlatego wraz z rozwojem firmy trzeba zastanawiać się, które zadania właściciel powinien wykonywać sam, a które można delegować.

Automatyzacja może być inwestycją

Jeżeli pracownik spędza codziennie dwie godziny na ręcznym przepisywaniu danych, firma traci czas.

Automatyzacja może kosztować kilka tysięcy złotych, ale ograniczyć pracę wykonywaną przez wiele miesięcy.

Wtedy warto policzyć:

ile kosztuje obecny proces,

ile kosztuje automatyzacja,

ile czasu zostanie zaoszczędzone,

kiedy inwestycja się zwróci.

To dokładnie ten sam sposób myślenia, który stosuje się przy innych inwestycjach.

Nie trzeba od razu zatrudniać pracownika

Początkujący przedsiębiorca może mieć tendencję do zatrudniania ludzi wraz ze wzrostem liczby zadań.

Czasami lepszym rozwiązaniem jest:

automatyzacja,

outsourcing,

freelancer,

oprogramowanie,

zmiana procesu.

Pracownik jest długoterminowym zobowiązaniem.

Dlatego warto upewnić się, że firma rzeczywiście potrzebuje stałego etatu.

Ale nie warto również robić wszystkiego samemu

Druga skrajność jest równie niebezpieczna.

Właściciel może próbować:

księgować,

sprzedawać,

obsługiwać klientów,

tworzyć grafiki,

pisać teksty,

programować,

pakować przesyłki,

prowadzić marketing.

Przez jakiś czas może to działać.

Później firma zaczyna być ograniczona czasem właściciela.

Jeżeli każda decyzja wymaga jego udziału, biznes przestaje być skalowalny.

Skalowanie wymaga procesów

Jeżeli przedsiębiorca chce rozwijać firmę, powinien stopniowo zamieniać wiedzę „w głowie” na procedury.

Jak przyjmujemy zamówienie?

Jak obsługujemy reklamację?

Jak pozyskujemy klienta?

Jak wystawiamy fakturę?

Jak kontrolujemy płatności?

Jak wdrażamy pracownika?

Dzięki temu firma może działać również wtedy, gdy właściciel nie wykonuje każdej czynności osobiście.

Pierwsza firma powinna być również szkołą

Nie każdy biznes odniesie sukces.

I to jest normalne.

Pierwsza firma może nauczyć więcej niż wiele książek.

Jak rozmawiać z klientem.

Jak negocjować.

Jak ustalać ceny.

Jak kontrolować koszty.

Jak reagować na reklamację.

Jak zatrudniać.

Jak podejmować decyzje pod presją.

Ale doświadczenie będzie wartościowe tylko wtedy, gdy przedsiębiorca wyciąga z niego wnioski.

Porażka nie zawsze oznacza złą inwestycję

Firma może upaść.

Jeżeli przedsiębiorca popełnił błędy, które kosztowały go pieniądze, może wyciągnąć z nich wiedzę.

Nie należy jednak romantyzować porażki.

Strata pieniędzy nie jest automatycznie wartościową lekcją.

Wartość pojawia się wtedy, gdy kolejna decyzja jest lepsza właśnie dzięki wcześniejszemu doświadczeniu.

Czego naprawdę powinien nauczyć się przyszły przedsiębiorca?

Nie musi znać wszystkiego.

Powinien natomiast rozumieć kilka fundamentalnych rzeczy.

Po pierwsze – skąd bierze się przychód.

Po drugie – gdzie znikają pieniądze.

Po trzecie – jaka jest marża.

Po czwarte – ile kosztuje pozyskanie klienta.

Po piąte – kiedy firma otrzymuje pieniądze.

Po szóste – jakie ma zobowiązania.

Po siódme – ile potrzebuje sprzedać, aby wyjść na zero.

Po ósme – co stanie się w przypadku spadku przychodów.

To fundamenty, bez których trudno bezpiecznie zarządzać firmą.

Prosty model finansowy dla początkującego przedsiębiorcy

Na początku nie trzeba tworzyć skomplikowanego arkusza.

Wystarczy co miesiąc odpowiedzieć na dziesięć pytań:

  1. Ile firma sprzedała?
  2. Ile kosztował zakup produktów lub realizacja usług?
  3. Ile wyniosły pozostałe koszty?
  4. Jaka była marża?
  5. Ile wyniósł rzeczywisty wynik?
  6. Ile pieniędzy znajduje się na rachunku?
  7. Ile firma musi zapłacić w najbliższych tygodniach?
  8. Ile klientów nadal nie zapłaciło?
  9. Ile kosztowało pozyskanie nowych klientów?
  10. Ile pieniędzy można bezpiecznie przeznaczyć na rozwój?

Jeżeli właściciel zna odpowiedzi, ma znacznie większą kontrolę nad biznesem.

Przedsiębiorczość powinna zaczynać się wcześniej

Nie trzeba czekać do ukończenia szkoły.

Młoda osoba może nauczyć się podstaw poprzez małe projekty.

Sprzedaż używanych rzeczy.

Prosty sklep internetowy.

Usługi lokalne.

Tworzenie stron.

Grafika.

Montaż filmów.

Korepetycje.

Obsługa social mediów.

Nie chodzi o to, aby od razu stworzyć wielką firmę.

Chodzi o poznanie mechanizmu:

problem → produkt lub usługa → klient → sprzedaż → koszt → marża → zysk.

To jedna z najlepszych lekcji biznesu.

Edukacja finansowa powinna zaczynać się od codziennych decyzji

Nie trzeba od razu uczyć nastolatków skomplikowanych instrumentów finansowych.

Warto zacząć od podstaw.

Co oznacza procent?

Jak działa kredyt?

Czym jest inflacja?

Dlaczego warto oszczędzać?

Co oznacza oprocentowanie?

Dlaczego raty mogą być droższe niż cena gotówkowa?

Jak działa budżet?

Czym jest podatek?

Jak działa działalność gospodarcza?

To wiedza, która przyda się niezależnie od tego, czy młody człowiek zostanie przedsiębiorcą.

Najważniejsza lekcja: pieniądze są narzędziem

Młodzi ludzie często uczą się, że pieniądze służą do wydawania.

Przedsiębiorczość pokazuje inną perspektywę.

Pieniądze są również narzędziem.

Można je przeznaczyć na reklamę.

Sprzęt.

Pracownika.

Technologię.

Rozwój produktu.

Zakup towaru.

Pozyskanie klienta.

Właściwe wykorzystanie kapitału może zwiększyć możliwości firmy.

Ale pieniądze wydane bez planu po prostu znikają.

Największym kapitałem początkującego przedsiębiorcy jest czas

Młoda osoba często nie ma dużego kapitału finansowego.

Ma jednak coś innego.

Czas.

Może nauczyć się nowych kompetencji.

Może testować pomysły.

Może popełniać stosunkowo małe błędy.

Może budować sieć kontaktów.

Może zdobywać doświadczenie.

Dlatego pierwsze lata przedsiębiorczości nie muszą być okresem maksymalizacji zysku.

Mogą być okresem budowania kompetencji.

Nie każdy pomysł powinien zostać firmą

To również ważna lekcja.

Dobry pomysł nie zawsze oznacza dobry biznes.

Przedsiębiorca powinien sprawdzić:

czy istnieje klient,

czy klient zapłaci,

ile kosztuje dotarcie do niego,

czy konkurencja nie oferuje tego samego taniej,

czy marża wystarczy na pokrycie kosztów,

czy biznes można skalować.

Dopiero później warto inwestować większy kapitał.

Najpierw test, później duże pieniądze

Zamiast od razu wynajmować lokal, zatrudniać ludzi i kupować drogi sprzęt, można czasami zacząć od małego testu.

Strona internetowa.

Oferta.

Pierwsza reklama.

Rozmowa z potencjalnymi klientami.

Pilotażowa sprzedaż.

Jeżeli rynek reaguje pozytywnie, można zwiększać skalę.

To ogranicza ryzyko.

Przedsiębiorczość nie polega na braku ryzyka

Nie ma biznesu bez ryzyka.

Można jednak zarządzać jego poziomem.

Najgorszy model to taki, w którym jedna pomyłka może doprowadzić do utraty całego kapitału.

Lepszy jest model, w którym można testować hipotezy małymi kwotami.

Przedsiębiorca powinien więc pytać nie tylko:

„Ile mogę zarobić?”

ale również:

„Ile mogę stracić, jeżeli się pomylę?”

To pytanie często prowadzi do znacznie lepszych decyzji.

Młody przedsiębiorca powinien nauczyć się mówić „nie”

Nie każda okazja jest dobra.

Nie każdy klient jest odpowiedni.

Nie każda inwestycja ma sens.

Nie każdy partner biznesowy jest wiarygodny.

Nie każdy kredyt jest korzystny.

Nie każdy wzrost sprzedaży jest dobry.

Umiejętność rezygnacji z pozornie atrakcyjnej okazji jest jedną z najważniejszych kompetencji biznesowych.

Przedsiębiorczość wymaga również odporności

Firma nie będzie co miesiąc rosnąć.

Pojawią się reklamacje.

Odmowy.

Opóźnienia.

Błędy.

Nieudane kampanie.

Problemy z dostawcami.

Konkurencja.

Zmiany przepisów.

Przedsiębiorca musi potrafić podejmować decyzje również wtedy, gdy sytuacja nie jest idealna.

Nie oznacza to ignorowania problemów.

Oznacza zdolność do ich rozwiązywania bez podejmowania pochopnych decyzji.

Czy szkoła powinna uczyć przedsiębiorczości?

Zdecydowanie tak, ale niekoniecznie poprzez kolejne definicje.

Młody człowiek może przeczytać definicję marży.

Znacznie więcej nauczy się, jeżeli dostanie 100 zł wirtualnego budżetu i będzie musiał stworzyć prosty model biznesowy.

Może dostać zadanie:

znajdź produkt,

ustal cenę,

policz koszty,

zaproponuj reklamę,

oszacuj sprzedaż,

policz wynik.

Wtedy matematyka, ekonomia, marketing i przedsiębiorczość zaczynają łączyć się w jeden praktyczny problem.

Takiej edukacji można uczyć już na wczesnym etapie.

Finansowa świadomość przydaje się również osobie na etacie

Nie każdy młody człowiek zostanie przedsiębiorcą.

I nie musi.

Umiejętność zarządzania pieniędzmi przyda się również pracownikowi.

Pozwala lepiej oceniać wynagrodzenie.

Rozumieć kredyty.

Budować oszczędności.

Planować wydatki.

Ocenić ofertę pracy.

Rozumieć podatki.

Myśleć o emeryturze.

Dlatego edukacja finansowa jest szersza niż edukacja przedsiębiorcza.

Najlepsza szkoła przedsiębiorczości zaczyna się od praktyki

Nie potrzeba milionowego budżetu.

Nie potrzeba biura.

Nie potrzeba zespołu.

Czasami wystarczy prosty pomysł i pierwsza transakcja.

Bo dopiero wtedy młody człowiek odkrywa, że klient może powiedzieć „nie”.

Że cena ma znaczenie.

Że reklama kosztuje.

Że produkt może mieć wadę.

Że pieniądze nie pojawiają się automatycznie na koncie.

I że sprzedaż jest dopiero początkiem całego procesu.

Pieniądze nie powinny być tajemnicą

Jednym z największych problemów edukacji finansowej jest to, że o pieniądzach często zaczyna się rozmawiać dopiero wtedy, gdy pojawia się problem.

Dług.

Kredyt.

Brak oszczędności.

Nieudany biznes.

Upadłość.

Tymczasem podstawy finansów można przekazywać znacznie wcześniej.

Młody człowiek powinien wiedzieć, że każda decyzja finansowa ma koszt.

Że kredyt oznacza zobowiązanie.

Że przychód nie oznacza zysku.

Że zysk nie zawsze oznacza gotówkę.

Że wysoka sprzedaż nie gwarantuje sukcesu.

Że rozwój firmy wymaga kapitału.

I że ryzyko można ograniczać, choć nigdy nie da się go całkowicie wyeliminować.

Pierwsza firma nie musi być wielkim sukcesem

W przedsiębiorczości często mówi się o spektakularnych sukcesach.

Milionowych przychodach.

Startupach.

Inwestorach.

Dynamicznym wzroście.

To atrakcyjna część biznesowej historii, ale początkujący przedsiębiorca powinien pamiętać o czymś innym.

Pierwsza firma może być mała.

Może zarabiać kilkaset złotych miesięcznie.

Może działać przez rok.

Może nawet nie przetrwać.

Jeżeli jednak nauczy właściciela kontrolowania kosztów, rozmawiania z klientami, ustalania cen, negocjowania i analizowania wyników, będzie wartościowym doświadczeniem.

Najważniejsze nie jest więc to, aby pierwszy biznes od razu stał się sukcesem.

Najważniejsze jest, aby przedsiębiorca rozumiał, dlaczego biznes zarabia albo dlaczego traci.

Edukacja przedsiębiorcza powinna uczyć podejmowania decyzji

Nie da się przewidzieć wszystkiego.

Nie istnieje podręcznik, który gwarantuje sukces.

Można jednak nauczyć się podejmowania decyzji na podstawie danych.

Policz koszty.

Sprawdź popyt.

Przeanalizuj konkurencję.

Oszacuj ryzyko.

Zrób mały test.

Zmierz wynik.

Wyciągnij wnioski.

Dopiero później zwiększ skalę.

To prosty proces, ale może być znacznie bardziej wartościowy niż zapamiętywanie dziesiątek biznesowych definicji.

Przedsiębiorczości nie da się nauczyć wyłącznie z podręcznika. Można jednak nauczyć podstaw, które pozwalają młodemu człowiekowi podejmować rozsądniejsze decyzje finansowe i biznesowe.

Znajomość pieniędzy nie gwarantuje sukcesu.

Brak tej wiedzy może natomiast sprawić, że nawet dobry pomysł stanie się nierentownym przedsięwzięciem.

Dlatego edukacja finansowa powinna zaczynać się zanim młody człowiek wystawi pierwszą fakturę. Powinna pokazywać nie tylko, jak zarabiać, ale również jak liczyć koszty, zarządzać ryzykiem, kontrolować gotówkę i oceniać, czy podejmowana decyzja rzeczywiście ma ekonomiczny sens.

Materiał przygotowano wspólnie z redakcją portalu TuWiedza